Zyskaliśmy wszystko

Słowa Charles’a Spurgeona, które kiedyś powiedział, odnośnie cierpienia:
“i To było by bardzo bolesne i pełne prób doświadczenie, aby myśleć, że mam cierpienie, którego Bóg mi nie zesłał, że gorzki kielich nigdy nie był napełniony Jego ręką, że moje przejścia nie były Jego miarą wysłane do mnie przez układ Jego wagi i ilości”

To są najbardziej otrzeźwiające słowa, jakie kiedykolwiek czytałem. Jeszcze miesiąc temu nie znałbym ich głębokości i wagi. Teraz znam.
Oto historia tego, jak straciliśmy naszą córeczkę… i zyskaliśmy coś więcej.

Pytanie, jakie ludzie lubią zadawać, widząc cię z ciężarną żoną u boku, jest „ co będziecie mieli’? To oczywiste i normalne pytanie, ponieważ fakt co będziemy mieli ( dziewczynkę, chłopca, a może bliźnięta), ma wpływ na przebieg naszego życia, w równym stopniu tak ważny jak samo to, że w ogóle będziemy mieć dziecko.
Moja żona Jen i ja zdecydowaliśmy, że chcemy mieć niespodziankę i nie chcemy poznać płci dziecka. To dodaje dodatkowej emocji podczas porodu ( nie żeby Jen potrzebowała jakiś dodatkowych emocji ). To było coś, na co czekaliśmy z niecierpliwością aż do czasu porodu. Mieliśmy już jednego chłopca i jedną dziewczynkę, więc nie czuliśmy parcia ( przynajmniej ja nie czułem ), że to musi być syn, tak jak tego pragnąłem kiedy Jen była poraz pierwszy w ciąży.
Zarówno nasz syn jak i córka są dla mnie wyjątkowi, każdy na swój sposób. Chłopcy są hałaśliwi i niezwyciężeni. Dziewczynki są niewątpliwie słodkie i równocześnie dramatyczne. Oboje kocham głęboko. Byłem bardzo podekscytowany tym, że niedługo dowiem się, jaka płeć dołączy do naszej rodziny. Im bliżej daty porodu, tym bardziej się cieszyłem.
Ostatnią rzeczą jaką zapisałem w moim pamiętniku, zanim nasze nienarodzone dziecko zmarło 3 tygodnie temu było :
„ zaczynam się bardzo ekscytować dzieckiem numer 3 . Naprawdę bardzo ekscytować. W końcu przeczytałem książkę o rodzeniu i zdałem sobie sprawę z tego, jak bardzo jestem ciekawy płci naszego dziecka. Mam również nadzieję, że poród będzie szybki i bezbolesny.”
To było w poniedziałek rano. Dwie godziny później Jen powiedziała mi, że nie czuje ruchów dziecka przez cały poranek. Była w 36 tygodniu ciąży.
Nasz pastor, Matt Chandler zawsze powiada: „Twoje życie może zmienić jeden telefon. Nie jesteś wyjątkiem”. Problem polega na tym, że zawsze myślałem, że jestem tym wyjątkiem. Myślałem, że moi przyjaciele również są wyjątkami. To była oczywiście iluzja, i 100 minut później otrzymałem taki telefon od mojej żony, że lekarz nie może znaleźć bicia serduszka naszego dziecka i potrzebuje zrobić sonogram.
Jeśli mam być szczery, to wiedziałem, że ten sonogram niczego nie zmieni. To miała być tylko formalność. Oboje już wiedzieliśmy jadąd do szpitala. Oboje wiedzieliśmy, kiedy posadzono Jen na wózek. Oboje wiedzieliśmy, kiedy lekarze zmienili sonogram, myśląc że jest zepsuty. Lekarz nawet nie musiała nam mówić, mimo to zrobiła to. Trzy słowa, które zmieniają resztę życia. Nie istnieją żadne gorsze słowa:
Serce nie bije.
Przez kolejne dni nasza rodzina, przyjaciele i kościół byli dla nas bardzo łaskawi. Nawet nie jestem w stanie wyrazić jak bardzo. Byli niesamowici. Ciężar na naszych ramionach nie był tylko naszym ciężarem, co sprawiło, że ten najstraszniejszy z koszmarów nie był aż tak straszny.
John Piper kiedyś powiedział, że „ kocha gotowe łzy silnego człowieka”. Moi przyjaciele przyjeżdżali, wspierali mnie i razem płakaliśmy. Ich żony wspierały moją żonę. To był obraz niesamowitej Bożej łaski, jaką okazał nam, poprzez to, że dał nam tak niesamowitych przyjaciół. Nie mam pojęcia jak przeszlibyśmy ten trudny czas bez nich i bez ich modlitw. Bóg podtrzymywał nas przez cały czas. Sami byśmy tego nie udźwignęli.
Jeden poranek później po tym, jak otrzymaliśmy tę straszną wiadomość, siedzieliśmy w samochodzie na szpitalnym parknigu razem z naszą przyjaciółką ( która była położną). Andrea wybierała się do lekarza aby porozmawiać o tym, jak dziecko ma wyjść na świat. Wszyscy troje cicho płakaliśmy, kiedy ona modliła się o nas.
Ten dzień ciągnął się jak tysiąc dni, ściśnięte w 24 godziny. Dużo z tego dnia działo się jak we mgle. Wypełnianie dokumentów w szpitalu wyglądało, jakbyśmy zdawali jakiś test. Potem długi spacer z przyjacielem po korytarzu. Płacz z naszymi pastorami. Lunch z Jen i Andreą ( która została z nami przez cały dzień).
Anestezjolog bez słów i bez emocji, który przyszedł wykonać tylko swoją pracę. To był najpowolniejszy szybki dzień w całym moim życiu.
To był również najbardziej emocjonalny dzień. Zanim wyszliśmy do szpitala tego ranka, Jen powiedziała :” z Bożej woli, to będzie najtrudniejszy dzień, z jakim przyjdzie nam się zmierzyć”. Zawsze wydaje się, że emocje się w takich momentach wyczerpują, tymczasem one ciągle pojawiały się ze zdwojoną siłą. To było wyczerpujące.
Mimo to Jen była bardzo silna. Ja ( przez większość czasu) byłem totalnie rozbity. Połączenie bólu, łez i cierpienia miotały mną, byłem jak wrak. Jen była spokojna i opanowana.Była silna w Bogu, i silna w sobie. Powiedzieliśmy sobie tak pięć lat temu, ale ten jeden tydzień scalił mnie z moją żoną bardziej, niż przez te lata.
W końcu Jen urodziła nasze martwe dziecko.Lekarz pokazał mi płeć. Popatrzyłem na żonę i powiedziałem jej. To była dziewczynka. Daliśmy jej na imię Kate Noelle. Jen wyjęła ją z rąk lekarza. „ oh moje dziecko, moje dziecko…jest taka piękna”….
Jak się okazało, narodziny martwego dziecka nie jest czymś wyjątkowym i rzadkim. Ta świadomość nie uśmieża i nie zmniejsza bólu, ale jednak uświadamia, jak wielu przed nami musiało iść tą samą drogą. Moja mama urodziła martwe dziecko. Rodzice niektórych z naszych przyjaciół również. Jedna na 115 ciąż kończy się martwo.
Nie chcemy krzyczeć „ dlaczego akurat my”, skoro spotyka to tak wielu rodziców. Zamiast tego chcemy powiedzieć : „ tak, my- i dziękujemy wszystkim przed nami, którzy przeszli przez to z godnoscią.”
W naszym kościele jest jedno małżeńśtwo, Ben i Ashley Barr, których syn Thomas zmarł w podobny sposób, w tym samym szpitalu, zaledwie tydzień wcześniej. Oni dosłownie przeszli tą samą drogę, którą teraz my musieliśmy przejść, i oni szli nią dobrze. Braliśmy przykład z ich ogromnej wiary.
Jen zapytała mnie, co najbardziej zapamiętałem z nia, kiedy urodziła się Kate. Było wiele takich chwil, które zapamiętałem. Jedną z nich, była rozmowa z Andreą, kiedy wyszliśmy z porodówki. „ masz wspaniałą żonę- powiedziała. Wiem- odparłem”.
Szliśmy w milczeniu do poczekalni. Szukałem oczami moich dzieci. Zobaczyłem moich rodziców w łzach, zobaczyłem mojego pastora na kolanach. „ To dziewczynka- oznajmiłem im, a słowa ledwie przechodziły przez moje usta. Jest piękna”.
Przedstawiliśmy Kate jej braciszkowi i siostrzyczce. Mieliśmy jedyną okazję poczytać, jako rodzina, a Hannah zaśpiewała piosenkę. Hannah i Jude pomodlili się a my powiedzieliśmy im, że Kate jest już i będzie zawsze mieszkać z Jezusem. To była trudna chwila, wiedząc, że nie możemy dać im tego, na co oboje czekali przez tak długi czas. Hannah i Jude nie rozumieli tego. Ale przyjdzie dzień, że zrozumieją. Chcieliśmy mieć wspólne zdjęcia na pamiątkę. Powiedziałem mojemu przyjacielowi Josh’owi, że nie chcę ochraniać moich dzieci przed trudnymi rzeczami, które niesie życie. Nie chcę, aby znały tylko dobre rzeczy.
Jen i ja spędziliśmy noc w szpitalu, razem z Kate. Organizm rozpaczliwie potrzebował snu, ale walczyłem z nim wiedząc, że to są jedyne i ostatnie chwile, jakie są nam dane aby spędzić z naszym dzieckiem. Trzymałem Kate koło siebie, kiedy Jen odpoczywała. To był dobry i potrzebny czas. To był czas, za który jestem bardzo wdzięczny.
To była słodko-gorzka noc, mając świadomość, że w tym życiu już nie zobaczymy naszej córki. Ale Psalm 139:16 mówi, że Bóg już policzył nasze dni.
„ Twoje oczy widziały niedoskonały płód mojego ciała; w twojej księdze są zapisane wszystkie moje członki i dni, w które były kształtowane, gdy jeszcze żadnego z nich nie było”.
Bóg nie był zaskoczony śmiercią Kate- i to było naszym pocieszeniem.
Kiedy przygotowywaliśmy się do opuszczenia szpitala następnego dnia, jeszcze więcej przyjaciół przyjechało, aby poznać Kate. Jeszcze więcej łez, ale przez łzy była też radość, że zobaczymy się znowu w niebie. Przyjdzie taki dzień.
Powiedziałem Jen, że jej rola jest już skończona, i że wykonała ją bardzo dobrze. To wypełniło ją pokojem. Pocałowaliśmy Kate w czoło i powiedzieliśmy :” do zobaczenia wkrótce nasza słodka maleńka dziewczynko”.
Jazda ze szpitala do domu bez dziecka jest brutalna i trudna do zniesienia. Jedyne co chcesz wtedy usłyszeć to to, przed czym wzbraniałeś się i uciekałeś przez ostatnie kilka lat: to płacz dziecka.
Odpoczęliśmy przez jeden dzień, a w czwartek wybraliśmy się do domu pogrzebowego. Jest tylko kilka powodów, dla których 30 latkowie wchodzą do domu pogrzebowego. Żaden z tych powodów nie jest dobry. Ten powód z którym my przyszliśmy, był najgorszy ze wszystkich.
Przebrnęliśmy przez formalności. To było jak sen, tak nierealne. Wybór kwiatów. Wybór trumny. Wybraliśmy 4 białe róże, reprezentujące naszą rodzinę, aby położyć na ziemi wokół trumienki. Wybraliśmy miejsce pochówku. To mnie załamało.
Kate będzie pochowana obok Thomasa. Dzieliła z nim porodówkę. Teraz będzie z nim dzielić miejsce spoczynku. Jen odnalazła w tym radość.
Pogrzeb był w sobotę rano. Przeczytałem list, który pisałem w tygodniu. Nie sądziłem, że będę w stanie go przeczytać, jednak Bóg przez cały czas mnie wspierał. Popatrzyłem na około 75 osób z naszej rodziny i przyjaciół i podzieliłem się z nimi tym, co przeżyłem przez ostatni tydzień:
„Hebrajczyków 5:8 przypomina nam, że Jezus nauczył się posłuszeństwa przez cierpienie. Czuliśmy ciężar tego wersetu przez ten tydzień, i świadczymy, że to jest dobre. Straciliśmy Kate, ale zyskaliśmy więcej Boga i to jest wspaniałe. Nie jesteśmy zgorzkniali. Jak moglibyśmy być? Przecież nawet dzień jutrzejszy nie jest nam obiecany. Żyjemy tutaj na ziemi, pośrodku wszechświata, tylko dzięki Bożemu Słowu. Nic się nam nie należy. Zamiast tego jesteśmy wdziędzni, że mogliśmy poznać Kate. Że mogliśmy spędzić z nią dzień. Że Jen mogła spędzić z nią 8 miesięcy. To jest prezent ! I nic więcej. I chociaż Jen pragnęła, aby Kate zobaczyła jej twarz, jesteśmy wdzięczni i szczęśliwi, że pierwszą twarzą jaką zobaczyła Kate, jest twarz Jezusa.”
Lubię być do pewnego stopnia w centrum uwagi. Myślę, że w pewien sposób każdy to lubi. Jest to bardzo osobista rzecz do której się przyznaję, ale ponieważ piszę o śmierci dziecka, mam tego świadomość. To był tydzień, w którym jednocześnie przyjmowałem i nienawidziłem być w centrum uwagi. Przyjmowałem, ponieważ cieszyłem się, że mogę świecić światłem Jezusa Chrystusa, a nienawidziłem, ponieważ naprawdę bardzo, bardzo nie chciałem, abym musiał to robić w takich okolicznościach,
Jednym z tych ostatnich momentów bycia w centrum uwagi był kiedy przeniosłem trumnę z karawanu do grobu. Kilka godzin wcześniej rozmawiałem z pastorem. Spojrzał mi prosto w oczy i powiedział, że jako ojciec, nie będę żałował tego, że sam złożyłem moje dziecko do grobu. Cały się trząsłem, stojąc obok grobu, czując 15 par oczu z tyłu mojej głowy. Nie chciałem się ruszyć. Chciałem zniknąć. Chciałem się obudzić ze snu.
W końcu spuściłem na paskach trumienkę do grobu. Musiałem najpierw uklęknąć, a potem położyć się na brzuchu, aby subtelnie położyć trumnę tak, aby dosięgnęła dna. Pochowaliśmy Kate razem z naszymi ulubionymi przedmiotami :książkami, zdjęciami, rysunkami od dzieci. Płakaliśmy nad trumną, i złożyliśmy 4 białe róże na zakopanej trumience.
Chowanie dziecka w ziemi zmienia cię. Nie wiem, jak miało by być inaczej. Wróciliśmy do kościoła, i znalazłem tego silnego mężczyznę, o którym wspominałem wcześniej. Znowu mnie wspierał i powiedział, że od tej pory już nigdy nic nie będzie takie samo. Miał rację.
Hymnista 19 wieku, Horatio Spafford wiedział, co czuliśmy. Spafford i jego żona stracili 4 córki, kiedy ich statek zatonął. Później on napisał jeden z najpopularniejszych dziś hymnów. Śpiewaliśmy go na pogrzebie.

„When peace, like a river, attendeth my way,
When sorrows like sea billows roll;
Whatever my lot, Thou hast taught me to say,
It is well, it is well with my soul.”

W drodze do domu z pogrzebu Jen powiedziała mi, że nigdy tak bardzo nie uwielbiała Boga, jak podczas tego pogrzebu.
W ciągu naszego 30- kilko letniego życia na ziemi, doświadczyliśmy wiele bogactw, jakie daje życie. Wspomniałem o tym na pogrzebie. Mamy dobre życie, wspaniałych przyjacół, lubimy naszą pracę i uwielbiamy nasze dzieci. Dla wielu z nas ( łącznie ze mną), chrześcijaństwo przychodzi z łatwością. Nie ma cierpienia. Nie ma bólu. Nie ma zbyt wielu pytań.Nie ma powodu, by nie ufać Bogu.
A teraz nagle to się pojawia.
Teraz poznaliśmy niezbadane głębokości. Nie da się opisać słowami cierpienia, jakie nam towarzyszyło przez ten tydzień. I teraz realnie możemy powiedzieć, że Bóg jest dobry, w cierpieniu i w radości. Nie wiem czy nawet nie jest On jeszcze wspanialszy w cierpieniu. Na to chcieliśmy zwrócić uwagę cały tydzień. Że nie pokładamy nadziei w naszych dzieciach. Że nie pokładamy nadziei w sobie samych. Że nie pokładamy nadziei w rodzinie i przyjaciołach. Nie pokładamy nadziei w niczym poza ukrzyżowaniem i zmartwychwstaniem Jezusa Chrystusa. To wszystko. Tylko w Chrystusie. To było dla nas przypomnienie. Takie, którego nie chcieliśmy, ale którego potrzebowaliśmy.
Mój przyjaciel Nathan powiedział, że aż do ostatniego tygodnia kochanie Boga pomimo smutku, było dla nas tylko teorią. Złożenie dziecka w grobie sprawiło, że teoria zamieniła się w praktykę. I to nie tylko dla nas. Nasi przyjaciele głęboko smucili się razem z nami, co przypomniało i uświadomiło mi, jak wielce Bóg ukochał swój kościół. Miłość Jego dzieci była razem z nami przez cały ten czas.
Piotr wzywał wszystkich do uświęcenia:
„ Z tego się radujecie, choć teraz na krótko, jeśli trzeba, zasmuceni jesteście z powodu rozmaitych prób; aby doświadczenie waszej wiary, o wiele cenniejszej od zniszczalnego złota, które jednak próbuje się w ogniu, okazało się ku chwale, czci i sławie przy objawieniu Jezusa Chrystusa”. ( 1 Piotra 1:6-7)
Jeśli jestem ze sobą szczery, to wyszło mi to na dobre. Czy sam wybrałbym sobie taką drogę? Nigdy !Ale w ostateczności to jest dobre dla mnie i dla mojej rodziny, i jest to niezwykle trudna rzecz do przyznania.
Stąd moje stwierdzenie, że straciliśmy dziecko, a zyskaliśmy wszystko. Chrystus jest wszystkim albo niczym. Straciliśmy tak wiele, ale zyskaliśmy jeszcze więcej. Otrzymaliśmy więcej Boga, niż kiedykolwiek przedtem. Trudno jest wytłumaczyć, co mam przez to na myśli. Zdaję sobie sprawę, że nie brzmi to jednoznacznie. Ale widzieliśmy to na swoich twarzach. Bóg był blisko nas. Dzieliliśmy Boży pokój podczas tego tygodnia, pokój, który człowiek sam z siebie nie jest w stanie wykrzesać. To był duchowo bardzo głęboki tydzień. Prawdopodobnie najbardziej głęboki duchowo w naszym życiu.
Ten tydzień był bogaty w intensywne przeżycia, jakich nie miałem przez całe moje życie.W tym wszystkim Boża dobroć objawiła się bardzo mocno, jego łaska i miłość sięgała głębiej niż kiedykolwiek. Bóg wystarcza, ale również sięga On tam, poza to co wystarczalne. On jest wystarczająco dobry, aby dać nam więcej Siebie, niezależnie od okoliczności.
W Jakuba 1:17 czytamy: „ Wszelki dar dobry i wszelki dar doskonały pochodzi z góry i zstępuje od Ojca światłości, u którego nie ma zmiany ani cienia zmienności”.
Jen mówi, że to oznacza iż nasza wiara nie powinna być zachwiana, ponieważ Bóg się nigdy nie zmienia. On się nie wahał. Jedyne co się zmieniło, to ile Boga chcemy w swoim życiu. Straciliśmy słodką Kate, ale zyskaliśmy więcej Boga. Nie ZAMIAST niej, ale Z POWODU niej.
Nie zrozumcie mnie źle. Straciliśmy ogromnie wiele. Straciliśmy dziecko. To jest każdego rodzica największy lęk i największy koszmar. Nie mogę sobie wyobrazić gorszej i większej traumy jaka może spotkać kochające się małżeństwo. Ale zyskaliśmy więcej niż straciliśmy. To jest gorzko- słodka rzeczywistość. Zbyt złożona dla mnie, abym mógł ją w całości zrozumieć.
Pastor Dave Zuleger powiedział kiedyś o cierpieniu:
„ Cierpienie jest jednym z wielu instrumentów w rękach Boga, aby pokazywać nam naszą zależność od Niego i naszą nadzieję w Nim. Bóg jest dobry dając nam największy dar, jaki może nam dać, czyli więcej siebie i On jest dobry, bez względu na sposób, w jaki chce On nam ten dar dać”
Teraz możemy zaświadczyć, że słowa te są prawdą.
Mamy dwoje zdrowych dzieci, i jedno w drodze. Bóg jest dobry. Mamy dwoje zdrowych dzieci, i te w drodze umarło. Bóg jest dobry !
Teraz idziemy do przodu, ale inni, zmienieni. Nie tylko my się zmieniliśmy, ale również nasza rodzina i przyjaciele, wszyscy, którzy nam towarzyszyli. Jesteśmy za to wdzięczni. Przez to doświadczenie Bóg sprawił, że staliśmy się dojrzalsi.
Nasz przyjaciel Josh, siedząc z nami w szpitalu kilka godzin po porodzie, powiedział nam, że nigdy przedtem tak bardzo nie tęsknił za niebiem jak teraz. To było wzruszające i szczere wyznanie.
Zawsze myślałem o niebie jako o dalekim, dziwnym miejscu. Wygląda ono na miejsce, za którym bardziej tęsknimy w takich momentach, kiedy zdajemy sobie sprawę z tego, w jak upadłym i wykrzywionym świecie żyjemy. Jednak podoba mi się tu. Nie jestem z tego dumny. Ale wiem że to się powoli zmienia, ponieważ kontynuuję akceptację faktu, że Kate tam jest ( a nie tutaj) – na zawsze. I to się już dzieje. Z powodu tego ostatniego tygodnia, niebo jest dla mnie bardziej realne. Więcej o tym rozmawialiśmy. Jest to miejsce, o którym rozmyślam. Jest to miejsce, w którym chcę być.
Nie dlatego, że chcę widzieć dziewczynkę, którą straciliśmy, chociaż to będzie wspaniała rzecz. To jest bladą i żałosną rzeczą w porównaniu do oglądania pełni Boga, który dobrowolnie wybrał to, czego ja bym nigdy nie wybrał. Tak, chcę spotkać moją córeczkę, ale to czego tak naprawdę pragnę i za czym tęsknię to to, aby spotkać Boga, który dał swojego Syna.
Kyle Porter