Wypadek w Kanionie

Ja oraz mój mąż uwierzyliśmy w Chrystusa prawie dwa lata po urodzeniu Joey’ego, naszego pierworodnego. Mój mąż był nominalnym katolikiem, ja byłam agnostykiem/ateistką. Jednakże to świadectwo nie jest o tym jak zostaliśmy zbawieni, chociaż to też jest wielkie świadectwo Bożej łaski i miłosierdzia. To świadectwo będzie o tym, jak Bóg przeprowadził nas przez próby, których potajemnie obawia się każda matka. 

Byliśmy na polu misyjnym przez około 11 lat, kiedy Joey i Mark utonęli. Joey miał wówczas 22 lata i właśnie kończył ostatni semestr czteroletniego collegu. Kształcił się na pastora z kierunkiem misjonarz. Każdego roku jego szkoła organizuje wspinaczki po Wielkim Kanionie. Tego roku Joey zaprosił swego brata Marka, 16, oraz siostrę Carmellę,14, aby pojechali razem z nim. Przez swoje studia rzadko miał okazję się z nami widywać więc wyjazd ten był doskonałą okazją aby spędzić trochę czasu razem, zwłaszcza z Markiem. Musieliśmy do tego otrzymać specjalne zezwolenie ze szkoły. Joey miał być głównym opiekunem odpowiedzialnym za nich. Z chęcią przygotowaliśmy ich na ten czas. Joey był bardzo prawdziwy w swojej wierze w Jezusa i z ogromną chęcią i oddaniem służył ludziom. Każda rozmowa telefoniczna z nim sprawiała, że w pokorze dziękowałam Bogu za niego i za to, że mogłam być jego matką.

Mieszkaliśmy w okolicy pełnej gangów, rodziców nie pilnujących swoich dzieci, alkocholu, narkotyków i różnego rodzaju przestępstw. Mark był kuszony przez to wszystko. Dzieliliśmy się ewangelią w naszej biednej dzielnicy, ale niedawno przenieśliśmy się do Arizony, gdzie mój mąż zajął się prowadzeniem małego kościoła. Mark ostatnio był na spotkaniu młodzieżowym i wtedy Bóg miłosiernie poruszył jego serce. Było wezwanie, aby każdy kto chce przyjąć Jezusa, wyszedł do przodu. Mark wraz z innymi wyszedł do przodu i jako jedyny padł na kolana. Kilka dni później podzielił się tym w naszym kościele, opowiadając jak Bóg go dotknął i przemienił. Wiedziałam, że coś się w nim zmieniło, ponieważ widziałam tego owoce w domu, prawdziwe zmiany, które wielce mnie ubłogosławiały. Nasz stary pastor powiedział, że Mark odzyskał dawny uśmiech. Pewnego razu Mark nachylił się nade mną, spojrzał mi w oczy i zapytał: mamo, czy jesteś ze mnie dumna? Po dłuższej chwili, dając mu znać że bardzo poważnie traktuję to pytanie, wzięłam jego twarz w dłonie i powiedziałam: Mark, jestem z ciebie bardzo dumna! Uśmiechnął się i odszedł. Carmella później powiedziała mi, że to co ode mnie usłyszał sprawiło, że chciał być jeszcze lepszy. Bóg jest taki dobry!

Byliśmy szczęśliwi pozwalając Markowi i Carmelli na wspinaczkę z Joey’em, pomimo tego, że oceny Marka były bardzo złe. Prowadziłam domowy system nauczania ( bardzo popularny sposób szkolnictwa wśród ewangelicznie wierzących chrześcijan w USA- przyp Ewa S). i Marka osiągnięcia szkolne nie były najlepsze w czasie jego niedawnego buntu. Podczas tej wspinaczki kazałam mu jak najwięcej się nauczyć. ” Bądź blisko Dr T, abyś usłyszał wszystko, co on mówi”. Każdego roku Dr Tetreau wskazywał na wiele rzeczy w warstwach skalnych Wielkiego Kanionu, które zaprzeczały teorii ewolucji.To wspaniała wspinaczka. Przygotowując ich z mężem, czytaliśmy wszystkie możliwe broszurki i upewnialiśmy się, że mamy wszystkie niezbędne rzeczy. Wciskałam w dzieci wszystkie reguły i ostrzeżenia i nakazałam im aby uważali, ponieważ szlaki są blisko krawędzi i wielu bardzo stromych zbocz. Nigdy nie pomyśleliśmy o wodze. W żadnej broszurce rzeka Colorado nie była wymieniona jako potencjalne niebezpieczeństwo.

Dojechaliśmy do miasteczka Flagstaff, które było w połowie drogi, gdzie mieliśmy się spotkać z Joey’em. W tamtejszym markecie kupiliśmy jeszcze ostatnie niezbędne rzeczy. Na parkingu pożegnaliśmy się z dziećmi. Byliśmy przepełnieni Bożą dobrocią, że dał nam dzieci, które Go kochają i teraz będą cieszyć się swoją obecnością i wspaniałymi dziełami, które Bóg stworzył. Patrzyliśmy za nimi jak odjechali beżową terenówką Joey’a. Czułam się taka bogata, pomimo tego, że świat nazywał nas biednymi.

Poźniej Carmella opowiadała nam, że podczas całej podróży Mark i Joey rozmawiali o niebie. Mark zadawał pytania, Joey mu odpowiadał i generalnie cieszyli się przygodą, jaka ich czekała. Dziwne wydaje się być to, że żartobliwie pytali siebie nawzajem jakie były by ich ostatnie słowa przed śmiercią. Niesamowite jest rozumieć, że to wszystko było Bożym przygotowaniem.

Tej nocy spali w namiocie, wstali o 4 rano aby rozpocząć schodzenie w dół Kanionu. Na górze było zimno. Mieli na sobie kurtki i plecaki, ale kiedy doszłi do rzeki jakieś 4 godziny później, było już ponad 32 stopnie C. Byli odwodnieni i zmęczeni, ale nadał pełni młodzieńczej energii. Saif, 16 latek który również utonął, który był dobrym przyjacielem moich synów, zapytał, czy mogą popływać. Joey powiedział, że nie wie, ale że zapyta. Pastor studentów powiedział, że nie wie i żeby rozejrzeć się za znakami. Carmella powiedziała nam, że od tego momentu aż do dojścia w dół Joey przez cały czas szukał tabliczek z informacją o pływaniu. Nie znalazł żadnej. Była jedna, daleko od szlaku, której nigdy nie zauważył. Jeśli by ją zauważył, nigdy nie poszedł by pływać.

Joey i Mark podeszli do brzegu rzeki i sprawdzili wodę. Później dowiedzieliśmy się, że tego dnia miała niecałe 9 stopni celsjusza. Zbyt zimna aby nawet wspomnieć o jakimkolwiek pływaniu. Joey i Mark zdecydowali, że jednak nie będą pływać. W międzyczasie Saif znalazł małą jaskinię w której zaczął się przebierać w kąpielówki. Kiedy dołączył do chłopców, ponownie sprawdzili wodę, rozmawiając. Inni studenci też chcieli pływać. Jedna studentka zaczęła namawiać Carmellę aby szła pływać, ale Carmella nie zgodziła się, ponieważ nie była dobrym pływakiem. Przeszła pieszo przez most, wracając się raz po koszulkę Joey’ego, którą zdjął przed pływaniem. Prąd rzeki był silny, ale tego dnia wyglądał na pozór spokojnie. Dowiedzieliśmy się później, że w tym miejscu było 30 metrów głębokości. Najpierw wszedł Joey, potem Saif, a na końcu Mark. Zanim byli w połowie, już mieli kłopoty. Joey zaczął krzyczeć na pomoc. Saif był wciągnięty pod wodę, Mark wciąż walczył z prądem. Pastor młodzieży zaczął biec w kierunku rzeki i heroicznie rzucił się do wody chłopakom na pomoc. Kiedy nie mógł ich zobaczyć, sam ledwie dopłynął do brzegu.  Stracił przytomność od zimnej wody i wycieńczenia. Ludzie zaczęli krzyczeć, jak głupi byli chłopcy. Ktoś odnalazł telefon alarmowy i zadzwonił po pomoc. Strażnicy przybyli szybko ale nie zrobili zupełnie nic oprócz przesłuchiwania zebranych, czy nie doszło do morderstwa. Przyciskali również Carmellę i innych. To byli dobrzy, młodzi ludzie. Nie pili alkocholu, nie zażywali narkotyków. Byli po prostu grupką młodzieży ze szkoły, którzy mieli dobry czas razem podczas wycieczki. Zadzwonili do nas ze szkoły mówiąc nam tylko, że jacyś uczniowie wpadli do rzeki.

Dostałam telefon, który na zawsze zmienił nasze życie.  Przestraszyłam się, kiedy zdenerwowany głos po drugiej stronie kategorycznie zażądał rozmowy tylko z moim mężem. Wybiegłam do domu starszych sąsiadów, gdzie mąż akurat naprawiał dach. Powiedziałam mu, że ktoś ze szkoły jest na linii i że chce z nim natychmiast rozmawiać. Wszyscy weszliśmy do domu sąsiadów i z przerażeniem obserwowałam męża jak słuchał, a następnie jak jego głos podniósł się i zaczął zadawać pytania: Czy wpadli? Kto? Joey? Mark? Carmella? Nie mógł otrzymać żadnych sensownych odpowiedzi, ponieważ dzwoniący nie był w kanionie i sam nie wiedział co się dokładnie stało. Ugięły się pode mną kolana a pokój zawirował. Wydawało mi się, że zaraz zacznę wymiotować. Zaczęłam wrzeszczeć; Boże, gdzie jesteś? Nie widzę w tym ciebie! Gdzie jesteś?! Kocham Cię! Ufam Ci! Gdzie w tym wszystkim Ty jesteś?! Pomóż mi cię zobaczyć! Mała chmura na horyzoncie teraz nagle była ogromna.Zobaczyłam błyskawicę i usłyszałam grzmot. Wiejący silnie wiatr podnosił fale. W tym wszystkim usłyszałam cichy głos: ” Skała… wyżej!” Pobiegliśmy z powrotem do domu zbierając naprędce rzeczy potrzebne do 3 godzinnej podróży do Wielkiego Kanionu. Wzieliśmy ze sobą Sarah, 10 i George’a, 8. Nasz sąsiad łaskawie zawiózł nas aż do celu. Otworzyłam moją Biblię i zaczęłam szukać słów, które usłyszałam. Psalm 61:2-3:”Słuchaj, o Boże, mojego wołania, zważ na moją modlitwę! Wołam do Ciebie z krańców ziemi, gdy słabnie moje serce: na skałę zbyt dla mnie wysoką wprowadź mnie,” Próbowałam zrozumieć znaczenie tych słów.

Ciągle musieliśmy się zatrzymywać do łazienki i zaczęłam zatrzymywać każdego człowieka na mojej drodze i pytać czy zna Chrystusa jako osobistego Pana i Zbawiciela i  że gdyby dzisiaj zmarli, to czy poszli by do nieba? Następnie mówiłam, że moi synowie są w rzece w Kanionie i  że możliwe, że utonęli, a jeśli tak, to wiem na pewno, że są w niebie, ponieważ obaj zaufali ofierze złożonej przez Jezusa na krzyżu jako zapłata za ich grzechy. ” Jeśli umarł byś dzisiaj, czy poszedł byś do nieba”? Następnie wciskałam im w dłoń traktat ewangelizacyjny i wybiegałam za drzwi. To zdarzyło się conajmniej 7 lub 8 razy w drodze do Wielkiego Kanionu. Odwróciłam się do Sarah i George’a siedzących na tylnich siedzeniach samochodu i zapytałam, czy jeśli umarli by dzisiaj- Joey i Mark nie mieli ostrzeżenia- to czy poszli by do nieba? Sarah wybuchła płaczem i powiedziała, że nie, że dotąd tylko udawała że kocha Jezusa i że nie jest zbawiona. Następnie przez resztę drogi modliła się o przyjęcie Jezusa. 

Na miejscu, ulokowano nas w specjalnym pokoju abyśmy czekali na dalsze wieści, co się okazało być wieloma godzinami. Wszyscy wspinający byli wciąż w Kanione czekając na helikoptery, które wyciągnęły by ich z powrotem na górę. Przyjechali rodzice Saifa. Płakaliśmy, modliliśmy się i czekaliśmy. Następnego dnia znaleziono jedno ciało. To był Mark. Jakiś czas później wydawało mi się że słyszę ” zemdlałam”.  Wciąż nie znaleźli Joey i Saifa, chociaż minęło już 10 dni. Szkoła miała już zaplanowany pogrzeb. Psalm 27:13-14 ” Wierzę, iż będę oglądał dobra Pańskie w ziemi żyjących.  Ufaj Panu, bądź mężny, niech się twe serce umocni, ufaj Panu!” Odnaleźli ciała obydwu chłopców jeszcze przed serwisem pogrzebowym tego dnia. Ten werset wydawał się być obietnicą, że Bóg jeszcze uczyni dobro ze wszystkiego, co zeche.  Bóg ofiarował mi nadzieję.

Myślę, że również gdzieś w tym czasie miałam wizję, która mnie zachwyciła. Byłam w czarnym oceanie, bez widocznego lądu, fale rozbijały się o moją głowę i znowu przypomniał mi się ten werset o skale. Zaczęłam panicznie szukać skały. Wydawało się to bez sensu. Ale nagle zobaczyłam ją, w pewnej odległości, cień czegoś, ale niewiele mogłam zrobić, ponieważ było ciemno a fale przybierały na sile. W Myślach ledwie podniosłam ręce aby próbować przepłynąć ten niemożliwy dystans, ale byłam pewna że utonę próbując.  Ale kiedy opuściłam ręce, poczułam coś twardego. Chwyciłam się tego desperacko próbując się utrzymać. Fale wciaż się odbijały, ale trzymałam się desperacko tego czegoś. Mijał czas, a ja zaczynałam mieć świadomość, że to co było pode mną staje się większe i większe. Zdawało mi się, że usycham leżąc z twarzą na skale. Skała codziennie powiększała się aby w końcu całkowicie wynurzyć mnie na powierzchnię. Burza wciąż szalała, ale w jakiś sposób ja byłam wznoszona do niebieskiego nieba. Tą skałą był Jezus. Moja wiara wzrastała z każdym dniem, kiedy Mu ufałam.

Dr T dał nam książkę “Niebo” Randy Alcorn’a. To była bardzo interesująca i pomocna książka. Czytałam również inne książki moim dzieciom o niebie . Czytanie było dla nas taką bezpieczną przystanią, gdzie mogliśmy oddychać i ćwiczyć naszą nadzieję od nowa. Wszyscy zaczęliśmy interesować się czytaniem historii męczenników chrześcijańskich na przestrzeni wieków, którzy stanęli twarzą w twarz ze śmiercią, wszyscy z wielką pewnością zbawienia. To również bardzo nas pocieszało i umacniało.

Jedną z modlitw jaką ktoś się o nas modlił którą zapamiętałam było, że “chcemy mieć możliwość uzyskania pocieszenia”. Długo o tym myślałam. Na początku założyłam, że z pewnością uzyskamy wszelką oferowaną pociechę. Ale z biegiem czasu moje emocje wciąż były na niewłaściwym miejscu i zdałam sobie sprawę, że desperacko potrzebuję Boga, który pomoże mi zaakceptować i wziąć takie pocieszenie, które tylko On może mi dać. Bóg konsekwentnie odpowiadał na te modlitwy. Śmieć jest bardzo upokarzającą rzeczywistością. Nauczyliśmy się, żę w tej kwestii nie mamy nic do powiedzenia. Zdaliśmy sobie sprawę z tego, że jesteśmy niczym w porównaniu z Bożą suwerennością. I potrzebujemy nauczyć się tego, że On jest dobry. Byłam gotowa nauczyć się wszystkiego, czego Bóg chce mnie nauczyć. Często uciekałam się do Biblii, kiedy fale smutku i żalu mnie nachodziły. Za każdym razem kiedy otwierałam Biblię, nawet nie wiedząc na jaki fragment trafię, Bóg zawsze spełniał moje oczekiwania. Zaznaczałam mazakiem i oznaczałam datą wszystkie wersety, które do mnie osobiście przemawiały. Wracam do nich dziś, po 6 latach i wciąż znajduję w nich pocieszenie. Bóg zaczął być dla mnie tak realnie żywy i prawdziwy w tym czasie, jak nigdy sobie tego nie wyobrażałam. Wszystkie okoliczności były przygotowane przez Niego, abym mogła jeszcze bardziej się do Niego zbliżyć i oddawać Mu chwałę. A najlepsze jest to, że ma On cudowne obietnice dla tych, którzy uwierzą w imię Jednorodzonego Syna Bożego . Bogu niech będzie chwała, na wieki wieków, Amen.

Geri Merrill

Tłumaczenie; Ewa Smorczewski

10176042_723944047670818_2388848502000638947_n1601420_667311610000729_1585282934_n