Dla ojców

Kiedy odwiedzam forum dla rodziców po stracie, kiedy czytam różne strony poświęcone temu tematowi, prawie zawsze to kobiety się wypowiadają. To mamy szukają innych mam po stracie. To matki odczuwają pragnienie dzielenia się swoimi historiami, poradami, doświadczeniami. Mężczyźni, ojcowie prawie zawsze pozostają niezauważeni. Dlaczego tak jest? Czyżby ojców strata dziecka nie obeszła tak bardzo? Czy oni są bez serca? Często mamy wrażenie, że mężowie nas nie rozumieją. A jak jest naprawdę?
Prawda jest taka, że mężczyźni przeżywają INACZEJ. To, że nie są wylewni i otwarci, nie oznacza że są zimni, że pogodzili się ze stratą i żyją sobie jakby nigdy nic się nie stało. Kochane mamy po stracie: wasi mężowie też cierpią.
Ojcowie, ten artykuł jest dla was, chociaż oczywiście mogą i powinny go przeczytać również mamy, tak samo jak wy możecie i powinniście czytać wszystkie artykuły na tej stronie.
Aby przygotować się do napisania tego artykułu, przeprowadziłam najpierw rozmowę z moim mężem, aby utożsamić się bardziej z “męskim” punktem widzenia. Rozmowa z Mariuszem sprawiła, że powróciły wspomnienia i łzy same zakręciły się w oku.
Mariusz: ” Kiedy Ewa zadzwoniła ze szpitala, z wiadomością, że nasza córeczka nie żyje, przeżyłem ogromny szok. Najpierw się załamałem, a potem zacząłem martwić się o żonę, czy nic jej nie grozi. Jedyne czego pragnąłem, to aby znaleźć się jak najszybciej przy niej. To była najdłuższa trasa w moim życiu, musiałem bezpiecznie dojechać z Teksasu do Chicago, a w mojej głowie kłębiło się tysiące myśli. Wciąż się zastanawiałem, dlaczego tak się stało, za co nas to spotkało. Kiedy następnie dotarłem do szpitala i zobaczyłem żonę, a potem przywieziono Elizę i mogłem na nią popatrzeć, coś we mnie pękło i rozpłakałem się. To był zdecydowanie najtrudniejszy i najgorszy moment w moim życiu. Kolejne dni, tygodnie i miesiące były okresem bardzo trudnym dla nas obojga, również dla naszego małżeństwa. Chciałem Ewie pomóc, ale nie potrafiłem. Miałem wrażenie, że cokolwiek bym nie zrobił lub nie powiedział, zawsze było źle. Sam wewnątrz bardzo cierpiałem, ale starałem się tego nie pokazywać, ponieważ chciałem być silną podporą dla żony. Oboje nie mogliśmy się rozkleić. W mojej głowie rozgrywała się istna wojna myślowa, czułem bunt i złość z powodu niemocy. Zastanawiałem się nad sprawiedliwością na świecie, a raczej jej brakiem. Nie mogłem zrozumieć, dlaczego ludzie, którzy nie chcą mieć dzieci – mają je. Nie zgadzałem się z tym, a bezradność mnie dobijała. Puszczały mi nerwy, byłem zły na Boga, krzyczałem do Niego w rozpaczy. Znajomi i rodzina unikali tematu, a dziś rozumiem, że wtedy nie tylko Ewa potrzebowała wsparcia- ja też tego potrzebowałem. Przeżywałem równie mocno jak żona, tylko inaczej, w skrytości. Nie uzewnętrzniałem się z moimi emocjami. Dziś, z perspektywy czasu widzę i rozumiem, że Bóg był z nami przez cały czas. Musiał mnie złamać, abym mógł zrozumieć, jak bardzo Boga potrzebuję, jak każdy z nas Go potrzebuje. Śmierć dziecka złamała mnie na tyle, że uniżyłem się przed Bogiem i z pokorą przyznałem, że potrzebuję Jego pomocy. Bez Boga nie jesteśmy w stanie sobie poradzić. To Jezus wypełnił pustkę w moim sercu i sprawił, że stałem się innym człowiekiem. Zaufałem Bogu, a On dał mi pokój wewnętrzny i pomógł przez wszystko przejść- również po śmierci drugiej córeczki. Bez Boga nie dał bym rady”.
O tym, jak radzić sobie po śmierci dziecka, napisałam już inny artykuł. W tym artykule skupię się nad tym, jaka jest rola męża z biblijnego punktu widzenia. Czy Pismo Święte może być dla mężczyzn wskazówką, jak postępować w małżeństwie? Okazuje się, że tak. W Liście do Efezjan 5:1-4 czytamy: “Bądźcie więc naśladowcami Boga, jako dzieci umiłowane, i postępujcie drogą miłości, bo i Chrystus was umiłował i samego siebie wydał za nas w ofierze i dani na wdzięczną wonność Bogu. O nierządzie zaś i wszelkiej nieczystości albo chciwości niechaj nawet mowy nie będzie wśród was, jak przystoi świętym, ani o tym, co haniebne, ani o niedorzecznym gadaniu lub nieprzyzwoitych żartach, bo to wszystko jest niestosowne. Raczej winno być wdzięczne usposobienie.” Oczywiście fragment ten dotyczy wszystkich, ale tutaj płeć słabszą odstawiamy na bok. Cały piąty rozdział Listu do Efezjan jest ważny i zachęcam do przeczytania w całości, teraz jednak przejdę do wersetów od 25 do 33:”Mężowie miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie, aby go uświęcić, oczyściwszy obmyciem wodą, któremu towarzyszy słowo, aby osobiście stawić przed sobą Kościół jako chwalebny, nie mający skazy czy zmarszczki, czy czegoś podobnego, lecz aby był święty i nieskalany. Mężowie powinni miłować swoje żony, tak jak własne ciało. Kto miłuje swoją żonę, siebie samego miłuje. Przecież nigdy nikt nie odnosił się z nienawiścią do własnego ciała, lecz [każdy] je żywi i pielęgnuje, jak i Chrystus – Kościół, bo jesteśmy członkami Jego Ciała. Dlatego opuści człowiek ojca i matkę, a połączy się z żoną swoją, i będą dwoje jednym ciałem. Tajemnica to wielka, a ja mówię: w odniesieniu do Chrystusa i do Kościoła. W końcu więc niechaj także każdy z was tak miłuje swą żonę jak siebie samego! A żona niechaj się odnosi ze czcią do swojego męża! “.
Według Biblii, mężowie są powołani do tego, aby kochać swoje żony i aby być dla nich przywódcami. Mąż jest tym, który powinien dawać silne ramię, sprawiać, aby żona czuła się przy nim kochana i bezpieczna. Mąż powinien wziąć na swoje “barki” odpowiedzialność za żonę i prowadzić ją również duchowo. Mężczyźni powinni być liderami we wspólnych modlitwach i zawsze patrzeć na Jezusa jako doskonały wzór postępowania. Oczywiście to nie oznacza, że mąż ma absolutną władzę nad żoną i może robić co mu się podoba, ponieważ Bóg dał mu rolę władzy w małżeństwie. Jest wręcz przeciwnie. To ogromna odpowiedzialność spoczywa na mężach, aby pełnić właściwie rolę męża i ojca w rodzinie. Mąż powinien modlić się z żoną i o swoją żonę, aby jej życie było pełne chwały i uwielbienia dla Jezusa Chrystusa, którego powinna ona kochać bardziej, niż swojego męża.
W przypadku kiedy umiera dziecko, dla męża jest to nie lada sprawdzian. Spoczywa wtedy na nim odpowiedzialność za wspieranie żony w tym trudnym dla niej czasie, podczas gdy sam zmaga się z bólem i cierpieniem. W jaki sposób mąż może się w tym wszystkim odnaleźć ?
Przede wszystkim modlitwa, modlitwa i jeszcze raz modlitwa. Nie ma nic niemęskiego czy wstydliwego w tym, że mężczyźni płaczą, że sobie z czymś nie radzą, że potrzebują wskazówek i rad. Kiedy zwrócicie się do Boga w tym położeniu, w jakim się znaleźliście, macie szansę stać się odpowiedzialnymi mężami, którzy pomogą swoim żonom przejść przez żałobę. Jeśli jeszcze nigdy tego nie zrobiliście, zaproście Jezusa do waszego życia, aby Jezus stał się waszym Panem i Zbawicielem. Wejrzyjcie w wasze serca, pokutujcie od grzechów i dajcie się prowadzić Duchowi Świętemu, czytając codziennie Nowy Testament.
To na mężach spoczywa odpowiedzialność za cały dom, za siebie, za dzieci i za żony. Mężczyźni powinni stawiać potrzeby swoich żon przed swoimi. Kiedy będziecie prowadzeni przez wiarę i zaufanie Bogu- budujecie swoje małżeństwo na solidnym fundamencie, na fundamencie Jezusa Chrystusa. Mężczyzna według Bożego serca będzie swoją żonę chronił i wspierał w tym trudnym dla nich obojga czasie. Nie bójcie się mówić o swoich uczuciach, nie uciekajcie od trudnych rozmów i nauczcie się słuchać. Wsłuchiwanie się w potrzeby żon rozwiązuje wiele niedomówień, ucisza burze i pomaga w budowaniu trwałego, solidnego małżeństwa.
Chociaż mąż jest tym, który odgrywa rolę silniejszego, on ma również swoje emocje i uczucia. Starajcie się panować nad negatywnymi emocjami, tymi które są pełne złości i niepotrzebnychh słów. To normalne, że czasami możecie się czuć bezradni, słabi, może nawet załamani. Ale pamiętajcie, że nie jesteście w tym wszystkim sami, że jest Bóg, który jest kochający i ma nad wszystkim kontrolę. Kiedy macie słabszy dzień, proście wasze żony aby się o was modliły. “Podobnie mężowie we wspólnym pożyciu liczcie się rozumnie ze słabszym ciałem kobiecym! Darzcie żony czcią jako te, które są razem z wami dziedzicami łaski, [to jest] życia, aby nie stawiać przeszkód waszym modlitwom.” ( 1 Piotra 3:7).
Mam ogromną nadzieję, że odnajdziecie pokój i nadzieję. Aby ujrzeć tęczę, musicie najpierw przejść przez burzę. A z Jezusem każda burza jest mniej straszna.